Nagranie do obejrzenia pod adresem tutaj.
Muzyka bałkańska to nieprzebrane bogactwo rytmów i melodii. Jedni docierają do niej wcześniej, jedni później, ale prędzej czy później każdy muzyk do niej dociera.

Hora to tradycyjny bałkański taniec kręgu. Inne nazwy to: horo, choro (Bułgaria), kolo (Serbia), oro (Macedonia Północna, Czarnogóra), horos (Grecja).
Caval to rumuński (występujący na Wołoszczyźnie i w Mołdawii) rodzaj fletu prostego. Jest bardzo długi i ma tylko 5 otworów, poza tym ma nieco inną konstrukcję ustnika, niż we flecie klasycznym.
Hora ca la Caval ma pewną historię. Nie udało się co prawda ustalić kompozytora (choć zdaniem autora nie istnieją utwory bez kompozytorów), jednak w tym przypadku, jak już powiedziano, autora nie ustalono, więc można powiedzieć, że takowym jest po prostu naród rumuński.
Za to doskonale wiadomo, kto jest najsłynniejszym wykonawcą Hory ca la Caval – jest nim Gheorghe Zamfir, który znakomicie zaadaptował ten utwór na fletnię Pana i dzięki albumom wydawanym na Zachodzie (szczególnie we Francji i Wielkiej Brytanii) uczynił z tej lokalnej hory międzynarodowy hit muzyki etnicznej.
Po tę konkretną, dynamiczną wersję Zamfira sięgnął później Woody Allen, szukając idealnego tła do swojego filmu "Nie pij wody" („Don't Drink the Water”) z 1994 roku. Tłem przygód w tej komedii jest krytyka zimnowojennej paranoi i nad nią zawsze warto się pochylić, albowiem szpiegomania zwykle znacznie przerasta realne zagrożenie. (W tym miejscu warto przypomnieć także "Przygody dobrego wojaka Szwejka"). Woody Allen wykorzystał tutaj znakomicie charakter hory dla podkreślenia eksponowanych w filmie absurdów i napędzenia tempa zwariowanych gagów sytuacyjnych. A przynajmniej takimi gładkimi słowy opisał by ten film zawodowy krytyk. Dla autora duża część filmu jest irytująca z powodu psychotycznego głównego bohatera, którego zagrał nie muszący niczego grać psychotyczny Woody Allen. (Prawdziwe nazwisko: Allan Stewart Konigsberg).
Hora ca la Caval ma status narodowego dziedzictwa i została oficjalnie wprowadzona do rumuńskiego programu nauczania muzyki oraz podręczników akademickich dla szkół artystycznych. Metodyki gry opracowane przez samego Gheorghe Zamfira (np. „Traite du nai”) traktują „Horę ca la Caval” jako fundamentalne ćwiczenie dla młodych adeptów fletni Pana do opanowania techniki szybkiej i skocznej artykulacji. "Pana" piszemy z dużej, ale nie chodzi o naszego Pana Boga, tylko o greckiego boga Pana (mitologicznego opiekuna lasów, pól i pasterzy), który był łaskaw stworzyć ten instrument z trzciny, w którą zamieniła się uciekająca przed nim nimfa Syrynks.
Skoro przywołano Gheorghe'a Zamfira – krótkie przypomnienie sylwetki. Został "odkryty" pod koniec lat 60-ch przez szwajcarskiego etnomuzykologa Marcela Celliera. Znany jest między innymi koncert z roku 1969, w którym Zamfir zagrał na fletni Pana, a Cellier na organach kościelnych. Sukcesem okazały się występy w Paryżu w roku 1970. Między innymi w tym czasie nawiązał też współpracę z wybitnym francusko-rumuńskim kompozytorem Vladimirem Cosmą, nagrywając muzykę do popularnych francuskich filmów, np. do komedii "Tajemniczy blondyn w czarnym bucie".
Przy tym ostatnim się zatrzymamy: "Le grand blond avec une chaussure Noire" to oryginalna komedia szpiegowska z 1972 roku w reżyserii Yvesa Roberta. Komedia znakomita. Pod każdym względem. Czarna suknia, którą Mireille Darc miała na sobie w tym filmie to jedna z najbardziej ikonicznych kreacji w historii kina. Z przodu wygląda jak skromna, zabudowana suknia z długimi rękawami i golfem, jednak jej tył skrywa szokująco głęboki dekolt, odsłaniający całe plecy aż do górnej linii pośladków. Suknię zaprojektował słynny francuski kreator mody Guy Laroche. Reżyser filmu, Yves Robert, oraz Mireille Darc celowo utrzymali wygląd sukni w tajemnicy przed odtwórcą głównej roli, Pierrem Richardem. Jego zszokowana reakcja w filmie, gdy bohaterka się odwraca, była całkowicie autentyczna. Sama suknia trafiła do Muzeum Sztuk Dekoracyjnych w Luwrze, albowiem Francuzi uznali ją za część dziedzictwa narodowego. Wracając do muzyki: w tym filmie Zamfir zagrał Sîrbę.
My nie znamy poglądów politycznych Gheorghe'a Zamfira. Zauważamy, że los zetknął jego muzykę kolejno z dwoma filmami naśmiewającymi się ze szpiegomanii, wojennej paranoi i knucia agentów organizacji różnorakich. Może coś w tym jest. Przecież muzyka łączy i łagodzi obyczaje. Warto też coś wspomnieć o ludowości i stoicyzmie. Wojny są wywoływane przez królów, polityków i elity rządzące, ale ich koszt ponoszą najniższe warstwy. Prosty człowiek pragnie jedynie bezpiecznie zasiać i zebrać plony. Dla społeczności wiejskiej pokój jest warunkiem przetrwania. Życie ludu kręci się wokół uprawy ziemi i zbiorów. Wojna niszczy ten cykl, przynosząc głód i śmierć. Prości ludzie trwają przy ziemi. Prości ludzie starają się przetrwać, zachowując ludzką godność i moralność w nieludzkich czasach. Decyzje władców o wojnie są dla prostego człowieka siłą wyższą (fatum). Stoicka mądrość ludu polega na tym, że nie pożąda on władzy ani podbojów, które rodzą konflikty. Cierpliwość prostego człowieka przekłada się na wiarę, że każda zawierucha dziejowa przeminie, tak jak po zimie zawsze przychodzi wiosna.
Zatem strzał w dziesiątkę. Nie ma nic dziwnego w tym, że dobrze opracowana muzyka ludowa została wykorzystana przez innych twórców do komediowego zderzenia wielkich, nadętych myśli bufonowato-patriotycznych z losem zwykłych ludzi pragnących tylko skromnie żyć.
Przełomem komercyjnym w świecie anglosaskim było dla Gheorghe'a Zamfira nagranie tradycyjnej, melancholijnej rumuńskiej pieśni żałobnej „Doina de Jale” (1976). Ugruntowaniem pozycji Zamfira na świecie była współpraca z niemieckim liderem orkiestry Jamesem Lastem. Last skomponował dla niego utwór „The Lonely Shepherd” (1977). Gheorghe Zamfir zagrał także na ścieżce dźwiękowej do filmu „Dawno temu w Ameryce” (Once Upon a Time in America) z 1984 roku. Muzykę do filmu skomponował legendarny Ennio Morricone. Szukając unikalnego instrumentu, który oddałby nostalgię, tęsknotę za utraconym dzieciństwem i melancholię głównych bohaterów, kompozytor postanowił zaprosić do współpracy właśnie Zamfira.
Po napisaniu peanów na cześć Zamfira musimy przyznać, że "jego" Hora ca la Caval nie istnieje bez akompaniamentu granego na cymbałach. Sławna hora może nie byłaby bez nich zupełnie niczym, bo to może być utwór samodzielny, ale to konkretnie wykonanie bez dodanego rytmu byłoby niezwykle ubogie. Tutaj "tylko tło" stanowi pełnoprawną część utworu. Stanowiło to sporą trudność interpretacyjną dla autora: harmonijka akordowa aż takich możliwości wykonawczych nie ma. Niemniej w drugiej zwrotce postarano się nieco wzbogacić stronę rytmiczną akompaniamentu.
Autor zaczął wykonanie swojej Hory od końcówki zupełnie czegoś innego – Doiny. To takie drobne nawiązanie do faktu, że dobrze wykonana muzyka ludowa wcale nie jest zlepkiem chaotycznych przyśpiewek. Zachowuje koncertowy sposób organizacji oparty na genialnej, trójstopniowej dramaturgii: Doina → Hora → Sîrba. Ten tradycyjny rumuński „tryptyk” to tzw. suita lăutărească (suita muzyki ludowej). Doina to melancholijny lament pasterski, bez rytmu. Potem hora wnosi stały rytm, a muzyka przechodzi w tradycyjny taniec w kręgu i na koniec przechodzimy do szybkiej Sîrby. Podobny schemat organizacji tradycyjnych zabaw tanecznych znany był (a czy jest?) przecież nie tylko w Rumunii. Zaczynamy w miarę wolno, a pod koniec rundki 3-5 utworów gramy coraz szybciej, aż wreszcie dajemy tancerzom czas, aby poszli odpocząć i pobiesiadować przy stole. (A teraz idziemy na jednego). Szczerze mówiąc biesiada przeplatana tańcami i żartami to znacznie przyjemniejszy wypoczynek, niż 100 % tego samego rytmu przez 100 % czasu na zabawie w wersji dyskotekowej.
Drobna uwaga do wersji autora: gra na harmonijce chromatycznej posiada taką szczególną cechę, że można uzyskiwać różne dźwięki lub zestawy dźwięków poprzez przesłanianie kanałów harmonijki językiem. Stąd obserwator może dojść do wniosku, że skoro autor nie rusza harmonijką, a dźwięki się zmieniają, to być może tylko markuje ruchy – nic podobnego. Przesłaniając odpowiednią ilość kanałów możemy grać jednogłosowo, możemy grać w tercjach, sekstach, oktawach i decymach. Nagranie jest zmontowane, ponieważ autor nie może oczywiście grać jednocześnie na trzech harmonijkach. Ale tam, gdzie słyszycie "całą orkiestrę" to nie pomyłka. Osadzając odpowiednio głęboko ustnik i przesłaniając językiem kanały po środku jak najbardziej można grać cztery dźwięki w odległości decymy jednocześnie.
A dlaczego autor występuje jako sadownik/sprzedawca jabłek? Otóż 18 lipca 2008 pewien Rumun z (najprawdopodobniej) rolniczego, nizinnego okręgu Piatra Teleorman zamieścił na YouTube filmik z muzyką Zamfira. No i wiecie, jak się wtedy filmiki robiło? (I zresztą robi do nadal). Całą treścią filmu jest po prostu zdjęcie jabłek na jabłoni. Jabłka są ładne, muzyka ładna, ale po 18 latach autor doszedł do wniosku, że pora na jakąś odmianę. Muzyka Zamfira jest nieśmiertelna. Ale jabłka trzeba zebrać, żeby jabłoń mogła rodzić nowe.
09.07.2026 G.Kwiecień