Energetyka, muzyka i publicystyka.
Grzegorz Kwiecień. Prywatna strona autora.

 

Mapa witryny
Poprzedni
Następny

Merit order średnia ważona.

Elektrycy mają wbite do łbów, że jak przy popycie 21 GW prądu zostanie utworzona podaż prądu 21 GW, to nastąpi punkt równowagi i częstotliwość w systemie zostanie utrzymana na wymaganym poziomie 50,000 Hz. Jest to oczywiście pełna prawda, tylko winniśmy tutaj jedno drobne uzupełnienie - jest to punkt równowagi elektromechanicznej. Nie cenowej.

Wyłącznie na zasadzie manipulacyjnego skojarzenia j.w. zieloni liberałowie wmawiają nam wszystkim, że w takim razie przy najdroższej cenie żądanej przez elektrownię domykającą bilans elektromechiczny przy 21 GW występuje punkt równowagi cenowej mierzonej już nie w [GW], a niestety w [zł/MWh]. A to akurat jest to całkowita nieprawda.

Trzymając się tego samego przykładu dla 21 GW zapotrzebowania pokrytego generacją źródeł, jak na rysunku 1 możemy powiedzieć, że w takiej sytuacji każdy dostanie swoje przy cenie 366,67 zł/MWh co jest nieco niżej, niż 700 zł/MWh żądane przez zielonych liberałów.

Rys. 1. Merit Order, porównanie ceny maksymalnej i średniej ważonej. Większy rysunek tutaj.

Powtórzmy, w wersji zielono liberalnej, jeśli dla pokrycia zapotrzebowania 21 GW pracuje 13 GW źródeł po 300 zł/MWh, 6 GW źródeł po 400 zł/MWh i 2 GW źródeł po 700 zł/MWh, to dla rzekomej "równowagi" konieczne jest przyznanie wszystkim oferentom ceny 700 zł/MWh, a klient musi kupić 21 GW po 700 zl/MWh.

W wersji pragmatycznej klient kupujący 21 GW powinien zapłacić
(13*300+6*400+2*700)/21= 366,67 zł/MWh.

Wątpiącym zwracamy uwagę, że na obu rysunkach, zarówno po lewej, jak i po prawej punkt równowagi cenowej jest przy tych samych 21 GW i wykorzystano tę samą ilość elektrowni w tej samej cenie. Aliści jednak cena dla odbiorcy w wersji autorskiej jest nieco niższa.

W wersji pragmatycznej każdy dostanie swoje, zarówno "złe elektrownie węglowe", jak i "dobre źródła OZE", każdy dostanie swoje, dokładnie tyle, ile mu potrzeba dla utrzymania się i jednocześnie odbiorca prądu dostanie cenę znacznie niższą.

Stanie się tak dlatego, że (przypominamy do znudzenia), każdy dostanie swoje, ale tylko swoje. Nikt nie dostanie marży spekulacyjnej.

Zmiana regulaminu giełdy zielonej na giełdę normalną będzie na pewno korzystna dla odbiorców. Potencjalny ustawodawca musi mieć świadomość, że pozbawione marży spekulacyjnej OZE będą musiały w całości przejść na garnuszek państwa. Per saldo wyjdziemy do przodu, bo gospodarka zostanie odciążona od spekulantów. A finansowanie OZE przez budżet doprowadzi do pewnej transparentności procesu - w trakcie głosowania ustawy budżetowej posłowie się dowiedzą, ile kosztuje OZE i podejmą decyzje zgodne z wolą wyborców, a są tu trzy opcje:
- finansowanie OZE bez żadnych limitów, choćby i 150 GW urządzeń do 15 GW zapotrzebowania,
- rozwiązanie KDT na ceny gwarantowane OZE za odszkodowaniem,
- rozwiązanie KDT na ceny gwarantowane OZE bez odszkodowania.

Przypomina się, że te 150 GW urządzeń do 15 GW zapotrzebowania to nie wynik emocjonalnego uniesienia okraszonego barwnym językiem autora, tylko traktowany na poważnie obecnie obowiązujący plan KPEiK przyjęty do wiadomości przez PSE. Notabene, ciekawym elementem układanki byłoby wprowadzenie zakazu wystawiania cen dumpingowych przez OZE na TGE. Nie będziemy się spierać, które z powyższych rozwiązań będzie urynkowieniem OZE, a które odrynkowieniem, skoro całość istnieje wyłącznie dzięki interwencjonizmowi państwa. Głupio powstało, głupio trzeba usunąć. Jeśli OZE nie będzie dostawało cen zerowych na giełdzie, to budżet nie będzie zobowiązany do 100 % dotacji i tu wyobraźcie sobie żółtą buźkę emotki "a kuku".

Pomimo więc tego, że nadzieja jest matką głupich, autor wyraża nadzieję, że głosując nad realnymi wydatkami posłowie się zastanowią. Dopóki to było ukryte w koszcie gospodarki teoretycznie nie stanowilo problemu, aż do momentu kiedy wyborcy masowo nie zaczęli głosować na partie inne, niż się to oczekującym wydawało, że będą głosować.

Autor nie odmawia możliwości rozwoju, finansowania rozwoju, dofinansowania elektrowni atomowych, węglowych, etc. Tylko to ma być świadoma decyzja osoby wydającej pieniądze na dofinansowanie. Autor walczy z mechanizmem nakręcającym spekulację i ukrywającym prawdziwe koszty źródeł rzekomo tańszych, ale korzystających z ceny wyspekulowanej na źródłach droższych lub rzekomo droższych.

Proszę zauważyć, że w każdym biznesie godzimy się na nowe instalacje droższe. W podanym przykładzie 2 GW nowych elektrowni po 700 zł/MWh podbijałoby średnią cenę rynku z 338 zł/MWh do 366 zł/MWh. W wersji zielonych nowe OZE podbijają cenę rynku zawsze do 700 zł/MWh, ponieważ trzeba było finansować zmiany w tempie rewolucyjnym, a nie wymieniać 2 GW z 20 GW przez 20 lat, jak to w normalnej gospodarce. 15.03.2026 Grzegorz Kwiecień