Energetyka, muzyka i publicystyka.
Grzegorz Kwiecień. Prywatna strona autora.

 

Mapa witryny
Poprzedni
Następny

Uzupełniona Piramida Masłowa.

W kwestii pisowni na wstępie trzymam się wersji zachodniej, choć chyba użytkownicy języków słowiańskich nie będą mieli wątpliwości, co do pochodzenia przedmiotowego nazwiska. Abraham Harold Maslow łebski gość był, ale popełnił kilka drobnych nieścisłości, które niniejszym uzupełnimy.

Niektóre dobra są (przynajmniej z pozoru) tak powszechnie dostępne, że niestety nie potrafimy tego dostrzegać aż do momentu, kiedy wystąpi deficyt.

W pierwszej kolejności potrzebujemy tlenu do oddychania. Bez tlenu tracimy przytomność w ciągu kilknuastu sekund, a umieramy w ciągu kilku minut.

Następną potrzebą najwyższego rzędu jest potrzeba utrzymania ciepłoty ciała. Co do "wyższości rzędu potrzeb" to w oficjalnej literaturze przedmiotu akurat piszą na odwrót, ale takową literaturę każdy sobie może wygooglać sam. Tu jest wersja autorska. Które to potrzeby są najwyższe, a które najniższe pokazał między innymi np. Covid. Akurat z filharmonii dało się zrezygnować, a z potrzeby oddychania, picia i jedzenia nie bardzo. Sporo hipokryzji ludzie kultury i sztuki włożyli we wmówienie nam osławionego "rzędu potrzeb". (Autor wiele razy występowal na deskach teatru jako muzyk i nie deprecjonuje przy tym kultury, muzycy zresztą dobrze wiedzą, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Autor pamięta taki sam okres przymierania brakiem pracy dla muzyków także z czasów stanu wojennego, więc akurat dla niego to nie było zaskoczenie).

Na rysunku poniżej piramida Masłowa uzupełniona o pewne autorskie spostrzeżenia.

W zimnej wodzie umieramy do 60 minut. W zimnym powietrzu umieramy w czasie do kilku godzin. Zatem to potrzeba utrzymania temperatury ciała jest drugą po potrzebie dostępu do tlenu najważniejszą potrzebą czlowieka.

Bez picia możemy przeżyć kilka dni. Bez jedzenia możemy przeżyć około 2 tygodnie. Bez ogrzewania (wracamy do tezy głównej) przeżyjemy zaledwie kilka godzin. Korzystając z gotowych opracowań profesjonalnych autor metodą kopiuj wklej wpisał na listę tych potrzeb pierwotnych potrzebę posiadania dachu nad głową, ale zaraz potem ją przekreślił - przecież to jest wymienione piętro wyżej - dach nad głową jest nam potrzebny, abyśmy nie zamarzli.

Przystępując do publicystycznej walki ze zwolennikami OZE autor rozumiał, że nie będzie łatwo. Cóż może pojedynczy publicysta w zderzeniu z ogromną machiną finansowo-propagandowo-polityczną? Ale od pierwszego momentu autor wiedział, że "zieloni" przejadą się na dwóch rzeczach, a jedna z nich to manipulacje przy ogrzewaniu.

Skoro ogrzewanie to potrzeba pierwotna, to jest jasne, że na manipulacje w tym obszarze ludzie zareagują strachem pierwotnym. Chyba zdajemy sobie sprawę, jak wyborcy zareagowaliby na propozycje obniżenia temp. w mieszkaniach dla dobra obrony klimatu?

Zakaz stosowania kotłów na gaz i olej napędził w Niemczech więcej wyborców do AfD, niż wszystkie prawicowe teorie razem wzięte. Nie straszcie nas "brunatną zarazą", nie straszcie nas faszyzmem i rewizjonizmem. 30 % Niemców i to głównie z NRD nie stało się nagle zwolennikami Adolfa. To są tylko pełni pragmatyzmu ludzie, którzy zrozumieli, że całe Niemcy nie mogą w ciągu roku kupić pomp ciepła, a gdyby to zrobili, to w pierwszy, bezwietrzny, nieco mroźniejszy dzień w całych Niemczech brakłoby prądu do pomp ciepła. Nawet prądu z węgla nomen omen brunatnego. Nie zasłaniajcie ewidentnych błędów gospodarczych dokonanych przez zielonych liberałów za pomocą bardzo wygodnego straszenia jakimś -yzmem lub -izmem. A jeśli już jakiś -izm tu występuje to chyba komunizm w najgorszej, maoistowskiej wersji, tej, która dla rzekomego uratowania miliarda ludzi kazała temu miliardowi łapać wróble albo wytapiać podłej jakości żeliwo w ogródkowych dymarkach.

Takoż i u nas (powiedzcie Braunowi) nie głosujemy na Brauna dlatego, że chcemy naprawić system elektroenergetyczny poprzez zawierzenie Maryji Królowej Polski, tylko chcemy pogonić zielonych, bo ich religia jest groźniejsza i stare podziały religijne jakoś nam przy tym wyblakły. Na razie mamy cel wspólny, potem możemy się znowu podzielić i wrócić do zwykłych bojów o aborcję i naród wybrany.

A strach przed AfD działa. Kanclerz Merz, jak tylko okrzepł to się wypowiedział przeciwko ETS i niewiele potem zapowiedział cofnięcie zakazu używania kotłów gazowych i olejowych. (Czyżby również należał do populistów?). Notabene, mój ty Boże, gdyby u nas zamiast kopciuchów wprowadzić nie tyle zakaz, co nakaz przejścia na gaz, to może powietrze w mojej dzielnicy nareszcie stałoby się czyste... I słuszne są działania Merza, przecież dla liberałów najważniejszą potrzebą jest potrzeba utrzymania się u władzy, a nie jakieś tam uratowanie klimatu. Taki detal, jak "płonącą planetę" w imię obrony przed AfD przecież można bez większej straty poświęcić...

Przy prokreacji autor miał pewne wątpliwości, co do miejsca w hierarchii ważności. Generalnie jedynym celem każdego gatunku jest jego przedłużenie. Nie mają problemu ze zrozumieniem tego osoby starsze i osoby o poglądach konserwatywnych. W przypadku dziadków bez wnuków można nawet mówić o jakimś rodzaju bólu fantomowego, jak po utracie kończyny. Inna rzecz, jak to przedłużenie gatunku zrealizować, bo możliwe są dwie, równoważne strategie: albo idziemy na ilość i mnożymy się, jak króliki, albo inwestujemy w wychowanie jak najlepszego potomka i idziemy w kierunku słonicy, której ciąża trwa 22 miesiące. Dlatego żadne nakazy i zakazy religijne i urzędowe nie powinny regulować płodności, a zauważcie, że większość problemów na styku konserwatyści-liberałowie sprowadza się właśnie do tego.

To, że "konserwatyści lepiej dostrzegają" nie znaczy, że lepiej sobie radzą. Jednocześnie bronią płodności, a jednocześnie czynności prokreacyjne mają za wstydliwe i eksponowanie problematyki seksualnej w sferze publicznej piętnują. To jak to jest, panowie konserwatyści, jeśli chcemy więcej dzieci to powinniśmy promować zachowania rozpustne, czy też piętnować srodze osoby prowadzące się niemoralnie? Bo się już pogubiłem...

Ostatecznie jednak przyznajmy, że po zapewnieniu zupełnie podstawowych: tlenu, temperatury, picia, jedzenia i minimum bezpieczeństwa prokreacja jest jedynym celem istnienia każdego gatunku. Liberałowie wmawiają nam, że takim ważnym celem jest możliwość samorealizacji. Aha, czyli już nie walczymy o żłobki i urlopy dla kobiet. Najważniejsza dla naszego gatunku jest możliwość samorealizacji. Najważniejszym celem społecznym jest, aby samotna kobieta mogła pojechać na Majorkę i zamieścić fotki z wycieczki w twarzo-książce, czy też Facebooku? Cieszymy się, że mamy taką możliwość, ale nie widzimy potrzeby promowania i sponsorowania takiego kierunku rozwoju społecznego.

Nad tym bezpieczeństwem fizycznym (militarnym) i finansowym musimy chwilę podyskutować. Na upartego, jeśli młodzi mają się ku sobie, to zrealizują prokreację także i w czasie wojny, choć oczywiście przeciwskazania tu są. Bezpieczeństwo finansowe to rzecz całkowicie względna. Bogactwo i biedę oceniamy tylko w stosunku do sąsiadów. To są pojęcia względne. Jak spali się cała wieś, to bogaczem jest ten, kto ma metalowy kubek. Dlatego także ocena warunków do prokreacji jest stosunkowo względna: w roku 1945 "zapanowały mroki komuny", żadnych mieszkań nie było, a ludzie ocenili, że warunki dla celów płodności są na tyle dobre, że zrobili sobie wyż demograficzny.

Najniższego rzędu są potrzeby tzw. "najwyższe", często zresztą wyzwalające jak najbardziej najniższe instynkty. Są to wszystkie potrzeby emocjonalne: sport, kultura, religia i podróże turystyczne. Otóż, drodzy państwo, jak się komuś piosenka nie podoba, to można zmienić kanał. Jak się komuś nie podoba piłkarz, to go można kopnąć w d... Ksiądz również spełnia potrzeby emocjonalne, tylko dodatkowo każe za to sobie płacić dożywotnio bez możliwości zmiany kanału. Ale nie jest to potrzeba takiego rzędu, jak potrzeba dostępu do tlenu.

Omówienie potrzeby podróżowania autor zostawił sobie na deser. Na etapie instynktów wynika ona z potrzeby poszukiwania nowych zasobów pozwalających na lepsze życie i warunki do prokreacji. Nasze mózgi w ciągu tych setek tysięcy lat ewolucji wyszkoliły się bardzo behawioralnie i generalnie wszyscy pozytywnie reagujemy na możliwość wycieczki do ciekawszych krajów. W końcu nawet zatwardziały domator czasem wyjeżdża na urlop.

A zatem współczesna potrzeba posiadania samochodu jest oparta na bardzo pierwotnych instynktach. Przez jakiś czas brak tego wynalazku miał pozytywny wpływ na rozwój ludzkości - kapitaliści potrzebujący rąk do pracy budowali osiedla robotnicze na miejscu, co w wielu przypadkach zaoowocowało znakomicie: powstały miasta, a co za tym idzie powstały lepsze warunki do rozwoju tych wartości "wyższych". (W końcu trzeba bardzo bogatej kopalni, żeby powstała orkiestra górnicza). I na odwrót - upowszechnienie samochodu uwolniło kapitalistów z tych obowiązków kulturotwórczych, bo teraz niewolnik do pracy może dojechać sam na swój koszt.

Współczesna potrzeba samochodu jest więc też po części wymuszona, ale powtórzmy, większość z nas po prostu lubi swobodę podróżowania, choć już nie pod postacią nagiej kobiety z rozwianym włosem na koniu, a raczej pod postacią kichania w zamkniętym pudle w zadymionym korku. W końcu po coś my obalali komunę? Lodówki marki "Donbas" marne były, ale były. Telewizor "Rubin" marny był, ale był. Komuna była zła, bo nie było samochodów. W roku 1992, kiedy każdy samochód i przy okazji magnetowid kupił - wróć komuno, samochody już mamy, a w socjalizmie można było mniej pracować. (Historia III RP w pigułce, co tam wszelkie noce spiskowych obalaczy ustroju).

O związkach między męskim ego, samochodem i prokreacją nie ma nawet potrzeby się rozpisywać, odnotowujemy "z urzędu".

Dlatego autor miał pewność, że drugim elementem, na którym przejadą się zieloni są samochody. Atak na samochody we Francji doprowadził do buntu "Żółtych kamizelek". Atak na samochody w Niemczech doprowadził do takiego załamania gospodarczego, że Zielony Ład drży w posadach. Ludzie samochody kochają, to samochód jest dla nich synonimem wszystkich wartości najwyższych i jednocześnie spełnia wymogi zakodowane w instynktach najniższych. Współczesnym badaczom psychologii autor zaleca reorganizację swoich naukowych klasyfikacji, bo słowo "samochód" przenika wszystkie elementy piramidy Masłowa oprócz tej najwyższej półki

Porada dla liberałów: jak chcecie dalej narzekać na sukcesy "skrajnie populistycznej prawicy", to róbcie tak dalej. Podnoście ceny ogrzewania i zakazujcie stosowania samochodów. 19.03.2026 Grzegorz Kwiecień

PS. W stosunku do samochodów autor jest naprawdę zewnętrznym obserwatorem obiektywnym, autor samochodu nie posiada. Porusza się wyłącznie pieszo i rowerem, a za usługę przewozową płaci wyłącznie, gdy musi. Dwie przeprowadzki, dojazdy do szpitala i jeden raz w życiu był transport z wyprawy rowerowej, ale to dlatego, że akurat w tym kraju wreszcie gospodarze poczuli się w obowiązku wyremontować tory kolejowe. Oto cały wkład autora w zatrucie klimatu w segmencie motoryzacji. Samochód to dla autora fascynująca maszyna energetyczna. Jedna z nich - diesel - to maszyna o najwyższej sprawności spośród maszyn pracujących samotnie. Więcej wydusimy tylko w zespole maszyn zwanym elektrownią gazowo-parową, ale to już efekt sumy dwóch turbin.