Na naszych oczach dzieje się historia. Fascynująca pod każdym względem, fascynująca z punktu widzenia naukowego, technicznego, publicystycznego i jednocześnie tragedia, tragifarsa i komedia. W każdym bądź razie fascynująca dla każdego czytelnika, a dla niektórych, powtórzmy, tragedia.
Ekolodzy obwieścili suszę, geolodzy solidne podtopienia. Chciałoby się rzec: i bądź człowieku mądry, kto tu ma rację, z tym, że dowody same wyłażą, przepraszam, trzeba uściślić wypływają, a nawet wybijają spod ziemi wartkim strumieniem.
Rok 2020 - ekolodzy protestują przeciwko zamknięciu kopalni rud cynku i ołowiu "Olkusz-Pomorzany". Ekolodzy ci żądają utrzymywania nieczynnej kopalni. Kuriozum na skalę światową, mowa o całkowitym odwróceniu każdej z możliwych wersji wszystkich możliwych narracji ekologicznych.
Na całym świecie jedna z najczęściej powtarzanych w stosunku do górnictwa pretensji ekologów to zarzut tworzenia tzw. leja depresyjnego. Górnicy, aby mogli wejść pod ziemię odpompowują wodę, więc oskarża się ich o osuszanie terenu. Nasi ekolodzy zażądali kontynuacji właśnie tego – utrzymania osuszania terenu na koszt podatnika przez kilkadziesiąt lat. Typowe żądanie ekologów – natychmiastowa likwidacja kopalni, powrót do natury, zaprzestanie ingerencji w prawa natury, "niech natura poradzi sobie sama" – wszystko to na odwrót.
Kopalnia rud cynku i ołowiu „Pomorzany” (często nazywana kopalnią „Olkusz-Pomorzany”) działała operacyjnie w latach 1974–2020. Proces jej formalnej likwidacji trwał kolejnych pięć lat i zakończył się z końcem 2025 roku.
O co poszło? Przez 46 lat czynnej działalności (plus okres przygotowawczy) kopalnia odpompowywała wody podziemne Jury Krakowsko Częstochowskiej do rzeki Sztoły. "Jurajska woda mineralna" stała się w świetle prawa ściekiem kopalnianym.
Do tragedii ekologicznej (dotyczącej wyłącznie Sztoły) doszło jednak z innego powodu. Równolegle pracowała inna kopalnia, kopalnia Piasku „Szczakowa” w Jaworznie, która działała w latach 1954–2018. Rzeczona kopalnia piasku tak obkopała rzekę Sztołę, że rzeka ta w sensie naturalnym przestała istnieć. Całość wody uciekała przez piasek na dno kopalni piasku leżącej znacznie niżej.
W związku z powyższym rzeka Sztoła podkopana przez kopalnię piasku była utrzymywana sztucznie przy życiu tylko dzięki pompom odwadniania kopalni cynku i ołowiu. Sztoła, pierwotnie naturalna, piękna rzeka jurajska, stała się górniczym kanałem zrzutowym pełnym … wody pitnej, w którym żyły jak najbardziej żabki i rybki. Przez 46 lat Sztoła wyglądała po staremu pięknie i naturalnie i było w niej wspaniałe życie biologiczne. 100 % złudzenia. Jednocześnie była już tylko kanałem zrzutu wód kopalnianych.
Przed uruchomieniem kopalni piasku była szansa na uratowanie Sztoły, trzeba było jej dno puścić w betonowym korycie na najbardziej zagrożonym odcinku. Ale wiadomo, że betonowanie pięknie meandrującej rzeki to płachta na byka, znaczy ekologa. Jeśli obroniono naturalny charakter rzeki wtedy, to jednocześnie wydano wyrok na rzekę z datą wykonania 14 grudnia 2021 (ściślej 14 grudnia 2021 r. wyłączenie pomp przy szybie „Mieszko” i „Dąbrówka”, 15 grudnia 2021 r. przy szybie „Chrobry” oraz 4 stycznia 2022 przy szybie „Bronisław”).
Stało się, rzeka umarła, choć wtedy, nie teraz.
Z technicznego punktu widzenia autor zastanawia się, jak miałoby wyglądać "stopniowe zmniejszanie odpompowywania wody" i po co?
W oczy rzuca się nam jakaś wizja pływającej na pontonie stacji pomp, nie chce się nam nawet analizować, czy takie maszyny zmieściły by się w szybie górniczym i czy byłoby to urządzenie podlegające przepisom górniczym, czy, jako statek pływający – morskim. Koszmarem technicznym byłoby stałe przełączanie rurociągów i kabli na coraz wyższy poziom. Trzeba by sobie wyobrazić elastyczne końcówki rur wysokociśnieniowych i o dużym przekroju, kable elektryczne również nie należą do elementów zbyt łatwych do częstego zginania.
Ale po co? Nic nie wskazuje na to, żeby rzeka odżyła nawet za 50 lat pomimo żądania jej stopniowego zabijania. Jeśli autor (i wielu poważnych specjalistów) się myli i rzeka odżyje, to cieszymy się z naszego błędu. Ale dziura po kopalni piasku ma 30 m, rzeka tam wpada i trudno sobie wyobrazić samoczynną przebudowę terenu polegającą na podniesieniu się aż na taką wysokość. Ewentualnie pomóc może samouszczelnienie się koryta rzeki iłami i ogólny przyrost poziomu wód gruntowych po zakończeniu odwadniania. Ale problem główny – dziura 30 m na pewno pozostanie.
Ponownie pytamy też, po co realizować stopniowe zmniejszanie odwadniania, skoro między głębokością szybu 164 m (rzędna terenu 338,78 m, rzędna podszybia 174,5 m dla szybu Chrobry), a głębokością powiedzmy 10 m (dla wód gruntowych) nie dzieje się nic, co mogłoby nas interesować. Woda, po szybkim wypełnieniu wyrobisk kopalni wypełnia szczeliny i pory w górotworze, wlewa się po prostu w mikroskopijne pęknięcia, a potem w przestrzeń między ziarnami piasku i żwiru. Wszystko co ważne, tj. zmiana poziomu wód gruntowych zaczyna się po wypełnieniu podstawy leja depresyjnego. Odkładanie rozwiązania na 50 lat kosztem miliardów na pewno sensu nie miało.
Przykłady stanowiska ekologów.
Zielona gospodarka, link źródłowy tutaj. Małopolska: rzeki znikają z powodu zamknięcia kopalni. Jest protest mj. 29.01.2022 17:07 Źródło: PAP
"Aktywistki ekologiczne zrzeszone w kolektywie Siostry Rzeki spotkały się w sobotę na happeningu w dolinie Sztoły w Bukownie (Małopolskie), aby domagać się podjęcia działań mających na celu zatrzymanie zanikania przepływających tam rzek: Sztoły, Białej i Baby."
"Po happeningu odbył się spacer wzdłuż Sztoły, który poprowadził ekspert zajmujący się tą problematyką prof. Mariusz Czop z Akademii Górniczo-Hutniczej oraz przedstawiciele lokalnej inicjatywy Zielony Ring Przemszy."
"Odbudowa stosunków wodnych - wskazano - będzie bardzo długa, i przez kilkadziesiąt lat rzeki Baba i Biała, ale przede wszystkim Sztoła pozostaną suche."
rmf24, link źródłowy tutaj. Z mapy Polski znikną cenne rzeki. Wrócą skażone i zanieczyszczą ujęcia wody pitnej? Autor: Przemysław Błaszczyk Poniedziałek, 6 grudnia 2021 (12:05)
"Ale wyschnięcie okolicznych rzek, to nie jedyny problem, jaki powstanie po likwidacji kopalni "Olkusz-Pomorzany". Gdy przestaną działać pompownie, kopalnia będzie ulegać powolnemu zatapianiu, przez nawet 50-100 lat."
"Skażenie wód podziemnych obejmie obszar nawet około 600-700 km². Taki zasięg skażenia został potwierdzony przez sąd na podstawie opinii specjalistów, w ramach procesu sądowego pomiędzy Wodociągami Olkuskimi, a ZGH "Bolesław" S.A. w Bukownie - właścicielem kopalni "Olkusz - Pomorzany - tłumaczy prof. Czop, powołując się na wyrok z 13 marca 2020 roku wydany przez Sąd Apelacyjny w Krakowie. Sąd uznał, że lej depresji ma około 700 km². Władze kopalni twierdzą, że jest o połowę mniejszy i ma 300 km²."
"Na rzece Białej Przemszy są trzy małe elektrownie wodne…"
Senat RP. Zapis stenograficzny z posiedzenia Komisji Nadzwyczajnej do spraw Klimatu (60.) 22 marca i 26 kwietnia 2022.
Pracownik w katedrze hydrogeologii i geologii inżynierskiej na wydziale geologii, geofizyki i ochrony środowiska w Akademii Górniczo-Hutniczej im.Stanisława Staszica w Krakowie Mariusz Czop.
"Proszę państwa, to samo dzieje się z rzeką Białą. To samo dzieje się z jednolitą częścią wód rzeki Baba. To samo dzieje się z jednolitą częścią wód Białej Przemszy od Ryczówka do Koziego Brodu, gdzie wartość przepływu spadła poniżej jakiegokolwiek minimalnego przepływu notowanego kiedykolwiek. Proszę państwa, czy przepływ minimalny na poziomie nigdy nie notowanym jest satysfakcjonujący z punktu widzenia funkcjonowania rzeki? Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że ZGH „Bolesław” funkcjonuje na zasadzie praw ekonomicznych, ale, jak by to powiedzieć, nie można przy tej okazji całkowicie wysuszać rzeki, tak? To znaczy rozumiem postawę ZGH, ale nie rozumiem postawy urzędów, które nie dbają o mienie narodu i zasoby gospodarki wodnej.
Proszę państwa, nie będę tutaj już… Mamy mapy, mamy wyniki, które pokazują, jakie były wartości przepływów w rzekach. Najstarsza mapa, która pokazuje tę sieć rzeczną, jest z 1872 r. Proszę państwa, naprawdę przepływy w tych rzekach w warunkach naturalnych były takie same, a nawet nieraz większe niż w wyniku zrzutu ZGH „Bolesław”. Tak że ZGH „Bolesław” nie zrzucał ekstra żadnych wód do tych rzek, tylko zrzucał tyle, ile z górotworu, z tej zlewni odciągnął wody. Tyle oddawał. No i trzeba było kiedyś zwrócić ten dług. Trzeba było pomyśleć, jak te rzeki będzie się odbudowywać w momencie, kiedy się zaprzestanie tego zrzutu. Uważamy, że nie powinno się zaprzestać zrzutu. Powinno się kompensacyjnie przez co najmniej kilka lat jeszcze dolewać pewną ilość wody, żeby podtrzymać to życie biologiczne. A przede wszystkim nie powinno się przeprowadzać likwidacji tych rzek w sezonie zimowym, kiedy zwierzęta miały małe szanse na przeżycie. No i jeszcze kwestia odniesienia się do jednolitych części wód podziemnych. Proszę państwa, tu są 2 jednolite części wód. To jest lej depresji kopalni „Olkusz”. Oczywiście są rozbieżności. Kopalnia podaje, że lej depresji ma 350 km2. W wyniku rozprawy w sądzie rejonowym i sądzie apelacyjnym ustalono, że jest to 600–700 km2. Taki zasięg leja depresyjnego został tam określony. Ja ten lej pozwoliłem sobie tutaj wyrysować. I mniej więcej obszar zaznaczony na pomarańczowo to jest obszar, na którym nastąpi zanieczyszczenie wód podziemnych, w całym obszarze leja depresyjnego, wskutek podniesienia się poziomu wód podziemnych i rozpuszczania minerałów. Te minerały pozwoliłem sobie tutaj… (Wypowiedź poza mikrofonem) Tak. Ale cytuję je… (Wypowiedź poza mikrofonem)
26 kwietnia 2022 r. Zacytowałem, ze źródła. (Wypowiedź poza mikrofonem) Proszę państwa, w całym leju depresyjnym te procesy będą zachodzić. Wiemy, że te minerały tworzyły się w całym leju depresyjnym. A zatem nie ma czegoś takiego, że woda zanieczyszczona przepłynie z kopalni „Olkusz” do jakichś ujęć. Ta zanieczyszczona woda już tam jest. Wystarczy, że poziom wody się podniesienie i już ilość siarczanów będzie rosła. Mamy na to dowody: ujęcia w Tucznawie, ujęcia w Łazach Błędowskich, ujęcia w Trzebyczce. Te studnie są w dość dużej odległości od kopalni, ale wykazują wpływy działalności kopalni „Olkusz-Pomorzany”. No i, proszę państwa… (Wypowiedzi w tle nagrania) Gdzie szyby? (Przewodniczący Stanisław Gawłowski: Błagam, błagam…) Studnie są… (Przewodniczący Stanisław Gawłowski: Błagam…) Część studni jest… (Przewodniczący Stanisław Gawłowski: Panowie…) Część studni jest zlikwidowanych, a… (Przewodniczący Stanisław Gawłowski: Panowie…) …część studni jest czynnych, tak więc… (Przewodniczący Stanisław Gawłowski: Panowie, błagam…) Proszę państwa, boimy się tego… (Przewodniczący Stanisław Gawłowski: Nie prowadzimy dyskusji między sobą. Naprawdę.) Boimy się tego, że… (Przewodniczący Stanisław Gawłowski: Pan profesor już kończy.)
Tak, ja kończę. Boimy się tego, że zanieczyszczenia bez jakiegoś działania kompensacyjnego, bez jakiejś sensownej strategii przechwytywania będą się rozpływać. Popłyną w kierunku zachodnim do najbliższych ujęć w kopalni, do najbliższych ujęć w Dąbrowie Górniczej. One będą się przemieszczać właśnie w kierunku kanału centralnego, który tu panowie bardzo silnie zachwalacie. Ale chciałbym wam powiedzieć, że cała zlewnia kanału centralnego jest chroniona, dlatego że na tym kanale centralnym jest już niewielki obszar, który został w rejonie Małopolski i Śląska, gdzie są jeszcze możliwe do ujęcia czyste wody. I jaworznickie wodociągi w porozumieniu z GPW chcą całą tę zlewnię kanału centralnego objąć ochroną, ochroną pośrednią. I tam będzie jakby mniejsza możliwość przebywania w celach turystycznych – bo takie pomysły się pojawiły. I to też jest taki nieoczywisty wpływ działalności i likwidacji kopalni olkuskiej, że zniknęła Sztoła i włodarz gminy mówi: jak zniknęła Sztoła, to niech się wszyscy ludzie przeniosą do kanału centralnego – tam będziecie biwakować, tam wam stworzymy różnego rodzaju działalność turystyczno-rekreacyjną. Na pewno trzeba to objąć ochroną, trzeba to zatrzymać, dlatego że jest to jeden z nielicznych zbiorników wód, który się uchował, który daje wodę pitną, a wody tam znajdują się pod bardzo dużą presją i są bardzo łatwe do zanieczyszczenia. Dlatego dobrze by było zachować to dla przyrody i dla ludzi korzystających z tej wody i nie wpuszczać tam turystów. Ja mam tutaj artykuł… To wszystko, co mówiłem, jest spójne z takim naszym starym, wspólnym artykułem z 2007 r.. Można tam o tym poczytać. A jeżeli chodzi, proszę państwa, o szkody w gatunkach chronionych, to za szkodę w gatunkach chronionych uznajemy… Wystarczy, że zobaczymy zniszczenie siedliska gatunku chronionego. A więc wystarczy wysuszenie rzeki.
Przewodniczący Stanisław Gawłowski: Panie Profesorze, wystarczy. Już wystarczy. Mariusz Czop: No i tu widzimy…) Mamy… Mariusz Czop: Tu były bobry i nie ma bobrów.
Komentarz bieżący do stanowiska ekologów, bo tego się nie da na spokojnie odłożyć: elektrownia robi prąd z węgla, kopalnia kupuje prąd, napędza pompy, pompy pompują wodę, dzięki nim pracują 3 małe elektrownie wodne. Ale na litość boską, napędzane prądem z węgla na obłędnie stratnej drodze elektrownia - kopalnia - rzeka – MEW.
"Nie dopuszczajmy do działalności turystycznej na kanale głównym (545 m na południe i 30 m w dół od starego koryta Sztoły), bo zanieczyszczona zostanie woda pitna." Na litość boską, a te wszystkie istniejące dotychczas ośrodki wczasowe i spływy kajakowe na tej samej wodzie, tylko 30 m wyżej nie groziły skażeniem wody pitnej? Ta sama działalność, ta sama woda, tu źle, tam dobrze?
Przykłady stanowiska pragmatyków.
Senat RP. Zapis stenograficzny z posiedzenia Komisji Nadzwyczajnej do spraw Klimatu (60.) 22 marca i 26 kwietnia 2022.
Prezes Zarządu Zakładów Górniczo-Hutniczych "Bolesław" SA Bogusław Ochab. Strona 30 kolumna druga, akapit drugi:…powstaną podtopienia.
Prezes Wyższego Urzędu Górniczego Adam Mirek. Strona 35 kolumna pierwsza akapit drugi: Gminy obawiały się tego, że będą zalewane, będą zalewiska, podtopienia, podmokłe obszary i tego typu zjawiska. A więc nie był to problem wysuszenia koryt rzek czy zaprzestania przepływu rzek wskutek zaprzestania zrzutu wód, tylko wręcz przeciwnie, dokładnie odwrotny.
Z-ca Dyrektora w Departamencie Gospodarki Wodnej i Żeglugi Śródlądowej w Ministerstwie Infrastruktury Małgorzata Bogucka-Szymalska. Strona 12 kolumna pierwsza akapit drugi: " czy też w zakresie potencjalnych sytuacji podwyższania się poziomu wód podziemnych, co mogłoby spowodować chociażby lokalne podtopienia. No więc te elementy są oczywiście przez „Wody Polskie” realizowane…
Gospodarka surowcami mineralnymi Tom 20 2004 Zeszyt2 Andrzej Haładus, Ryszard Kulma. Badania modelowe zmian stosunków wodnych w warunkach likwidacji górnictwa rud cynku i ołowiu w rejonie olkuskim. Podtopienia strona 100, podtopienia x 3 strona 102, podtopienia x 3 strona 103, podtopienia x 2 strona 105, podtopienia x 2 strona 106. Razem – 11 razy znajdujemy słowa zaczynające się na podtopienia (w różnych odmianach), a to tylko badania modelowe!
Ale tychże autorów polecimy także: Tom 19 2003 Zeszyt 2 Andrzej Haładus, Ryszard Kulma. Schematyzacja złożonych warunków hydrogeologicznych dla prognozowania dopływów do kopalń na przykładzie rejonu olkuskiego,
oraz
Tom 23 2007 Zeszyt 1 Andrzej Haładus, Ryszard Kulma, Jarosław Kania Badania modelowe zmian stosunków wodnych w obrębie złoża piasków na obszarze górniczym Szczakowa III.
A dlaczego polecamy? Ponieważ na przestrzeni lat 2003-2007 widać, jak autorzy gromadzą dane do modelu numerycznego i dbają o zgodność modelu z realnymi wynikami pomiarów w kopalniach.
Polecamy także materiał: "Potencjalny wpływ likwidacji kopalni Olkusz-Pomorzany na geotechniczne warunki gruntowo-wodne, hydrogeologiczne i geologiczno-inżynierskie rejonu". Małgorzata Hołowińska Państwowy Instytut Geologiczny Państwowy Instytut Badawczy 2021.
"Należy przyjrzeć się obecnej zabudowie, oraz lokalizacji działek budowlanych, ponieważ istnieje ryzyko, iż tereny które mają suche podłoże i korzystne warunki gruntowo-wodne znajdą się na terenach podmokłych."
Po zlikwidowaniu kopalni „Olkusz-Pomorzany” i wypełnieniu się leja depresji, poziom wód gruntowych znacznie się podniesie. Odtworzą się obszary naturalnych podtopień, które przez dziesiątki lat były suche. Prognozuje się, że część terenów zostanie zalana.
"Mapa sytuacyjno-wysokościowa prognozowanych zalewisk i podtopień oraz terenów na których możliwe są zmiany warunków zabudowy i zagospodarowania terenu w wyniku zakończenia odwadniania likwidowanego zakładu górniczego (wg. A. Bezkorowajny, J. Motyka, K. d’Obyrn, 2019).
My ostrzegaliśmy?
Jeśli dziś słyszymy "my, ekolodzy ostrzegaliśmy", to pytamy przed czym?
Bo jeśli chodzi o ostrzeżenie przed tym, że ma umrzeć Sztoła, która była martwa od kilkudziesięciu lat, to chyba te ostrzeżenia wiele nowego nie wnosiły. W tym miejscu zacytujemy jeszcze dwa fragmenty stenogramu z Komisji Senackiej.
(Emerytowany) prof. Jacek Motyka AHG promotor Mariusza Czopa. Dokończę: problemu nie rozwiąże się tak, jak się tu proponuje. Nie rozwiążę się, po prostu. Jedyne co tu można zrobić, to wysprzątać śmieci. Po prostu jakoś to… A problemu wody się nie rozwiążę. Bo albo horrendalne pieniądze płacimy, albo czekamy, jak przyroda sobie z tym poradzi. A przyroda sobie z tym poradzi. Lepiej sobie poradzi z Białą Przemszą, z Białą, ze Sztołą sobie gorzej poradzi. I tyle. Dziękuję bardzo.
Kajetan d’Obyrn, AGH. Akurat pracuję w tej samej katedrze co prof. Czop, dokładnie na tym samym stanowisku czy takim samym. Pierwsza rzecz, o której Mariusz mówił – może będzie mi tak łatwiej, jeżeli pozwolisz – to zasięg leja depresji. Zasięg leja depresji, na który się Mariusz powołał, określony przez sąd, został tak naprawdę określony przez prof. Kowalczyka z Uniwersytetu Śląskiego. Jako biegły sądowy w tej sprawie napisał on wyraźnie, że te 650 czy 700 km to jest lej depresji razem ze wszystkimi okolicznymi ujęciami wody. A więc to, co było zaprezentowane na mapie… Nie jest prawdą, że to jest lej depresji tylko i wyłącznie kopalni, bo to jest lej depresji kopalni plus wszystkie ujęcia dookoła jako jeden połączony lej depresji. Sam lej rzeczywiście według dokumentacji likwidacyjnej hydrogeologicznej, jaką z profesorem przygotowaliśmy, wynosi ok. 250 km2.
A zatem: owszem narobiliśmy sporo rabanu, ale co jak co, to przed podtopieniami nie ostrzegaliśmy. Na pewno. Cytatów przedłożono powyżej dość. Naprawdę poszło o żabki i rybki. Ludzi ekolodzy mieli za nic. Być może w głębi duszy autorzy protestów myśleli co innego. Ale udzielali się medialnie i liczy się osiągnięty przekaz medialny. A jeśli myśleli inaczej, to nie zrobili nic, aby zdementować wywołany przez siebie fałszywy obraz sytuacji w mediach.
Musimy mieć świadomość, że intensywny przekaz medialny o 50 latach suszy sformułowano dokładnie w okresie największego nasilenia obrazu płonącej planety. Jak się w takim czasie uruchamia takie działania to trzeba mieć tego świadomość.
Był medialny przekaz o 50 latach suszy, po 4 latach jest woda w piwnicach i groźba całkowitego zalania. Na dzień sporządzania artykułu najniżej położone miejsce jest 7 m pod wodą. Ludzie żądają od władz wypompowywania zalewisk ze strachu przed samoistnym przerwaniem wałów. Ludzie robią przekopy, drogowcy przepusty, wszyscy walczą, jak się pozbyć wody.
"Cała planeta płonie". Faktycznie mamy suszę od wielu lat. Wszędzie. Ale nie tu. Tu jest strach przed wodą. Ktoś, kto medialnie obwieszczał suszę i nie dementował, o jaki zakres tej "suszy" chodzi na pewno poniósł medialną porażkę, błąd 180 stopni.
A jeśli "mieliśmy rację i rzeczywiście resztówka leja depresyjnego będzie się uzupełniać przez pozostałe 45 lat" – to czy to w czymś ekologów tłumaczy? Jeśli po czterech latach woda już stoi w piwnicach, to co będzie dalej? Jeśli woda jest w piwnicy i podejdzie tylko o brakujące 5 m, to "mieliśmy rację, napełniało się 50 lat", czy też "Houston mamy problem, bo od 35 lat mamy parter pod wodą, silnik do motorówki często się psuje, a żona po kartofle jednak musi do Biedronki pływać?"
Mając tak ogromną siłę przebicia, oddziaływania i posłuch w mediach i władzach (daliśmy radę rozpętać sprawę przed Komisją Senacką) osiągnęliśmy co?
Gdzie należało skierować wysiłek władz Samorządowych? Na co ukierunkowano aktywność obywatelską?
Czy te dziewczynki zagonione na protesty ekologiczne z powodu 50 lat suszy pomagają teraz rodzicom wynosić wiadrami wodę z piwnicy?
Przypomnijcie sobie, ile razy, w podanych, rzetelnych opracowaniach naukowych z tej samej nawet Katedry padły ostrzeżenia przed podtopieniem? Ile razy padły ostrzeżenia przed podtopieniem na Komisji Senackiej z ust bądź co bądź Dyrektora kopalni, Urzędu Górniczego i Dyrektorki z Gospodarki Wodnej? I co przebiło się do mediów? 50 lat suszy!
Taką siłę przebicia i takie poparcie w mediach mają w mediach ekolodzy. Efekty oceńcie sami. W Hiszpanii kłamali w sprawie fotowoltaiki, tutaj nie ostrzegli przed zalaniem, mimo tak ogromnych możliwości.
Przecież wystarczyło powiedzieć: "no dobra, Sztoła to jeden problem i nas najbardziej boli, ale jest problem dwa, ludzi trzeba ewakuować z terenów powodziowych". Nie zrobiliście tego. Was by posłuchali. Ale nie to powiedzieliście mediom.
Niewątpliwie jest tu jeszcze jedna seria pytań do zadania. Otóż duża część historii odbyła się obecnie, w czasach słusznej demokracji kapitalistycznej nie ludowej. W państwie suwerennym i Samorządowym. Samorządy są hołubione przez postępową stronę sceny politycznej. Tego się nie da zwalić na PRL.
Gdzie byliście przez ostatnie 20 lat? Czy dalej Plany Zagospodarowania Przestrzennego uważamy za zbyteczny papier zapewniający urzędnikom niepotrzebny nadmiar władzy i hamujący autentyczną, oddolną inicjatywę obywatelską? Plany Zagospodarowania, jako urzędnicza przeszkoda dla aktywności deweloperskiej?
A gdyby nawet takowe plany nie obowiązywały, to czy w takiej gminie nie powinno się przed tym ostrzegać? Ha! Cóż, kiedy nawet na najwyższych szczeblach władzy z informacji Dyrektora o przebiegu likwidacji kopalni do opinii publicznej dociera przekaz o 50 latach suszy. Czy jakaś biedna pani Krysia w Urzędzie Gminy mogła zatem blokować tereny budowlane na własną rękę? Nie wydawać pozwoleń budowlanych, bo gdzieś tam na uczelni w Krakowie jakiś naukowiec policzył w komputerze, że będzie groźba podtopień?
Ludzie pobudowali się tam, gdzie Rzymianie nie pasaliby nawet krów w celach testowych. Bo jak taka ugrzęźnie w bagnie to koniec. Co prawda ze starej krowy mięso żylaste jest, ale zawsze to strata, przecież dla niewolnika by się nadało.
Czy ktoś na Komisji Senackiej rozdzierał szaty wołając: ludzie, powiedzcie im wszystkim, żeby się tam nie budowali. Trzeba setki milionów na przeniesienie domów do góry, bo ich wszystkich zaleje. Nie krew, woda. Choć krew pewnie też. Walczmy o środki z funduszy restrukturyzacji górnictwa. Nie marnujmy pieniędzy na takie duperele, jak ławeczki fotowoltaiczne, gdy ludziom toną domy!
Czy świeżo upieczony student hydrologii, potem doktorant i profesor, skoro to "wszystko wiedział i ostrzegał" nie mógł 20, 15, 10 lat temu zablokować z flagą i dziewczynkami Urzędu Gminy z okrzykiem "nie wydawajcie pozwoleń budowlanych. Niech natura wróci na bagna!" Takich wystąpień nie było. Poszło o żabki i rybki, ludzi mamy za nic. Autor nie marzy o niczym innym, jak tylko o czystym powietrzu i czystej wodzie. Ale w stosunku do "ekologii" od lat ma tylko jeden pogląd: ludzie, to nie tymi metodami i nie z takim poziomem merytorycznym.
Sąd nakazał, że powierzchnia leja depresyjnego wynosi 700 km2. Uch, nareszcie dokopaliśmy głupim górnikom, na nasze wyszło, my ekolodzy wiemy lepiej. Sąd nakazał. To niech teraz Sąd wyda nakaz, żeby woda nie lazła powyżej poziomu wynikającego z sądownie nakazanej powierzchni leja.
Autor jest elektrykiem, wzory z zakresu hydrologii sobie tylko w książce pooglądał. Ale generalnie dla autora płachtą na byka jest połączone oddziaływanie ekologii i jednostek miar. Każdy, kto chce obliczyć czas napełniania dziury w ziemi potrzebuje do tego podstawową informację pt. "miliony m3". Obliczenie objętości z km2 powierzchni – no ciężko będzie. W elektrotechnice mamy "tysiące gospodarstw domowych ogrzanych prądem z OZE", jako synonim (i to zamiennie) [MW] i [MWh], tutaj mamy [m3] do wyliczenia z [km2]. Szczerze powiedziawszy to ten właśnie szczegół zmusił autora do wieloletnich przemyśleń w sprawie Sztoły, a was zmusza do czytania jak zwykle przydługich wynurzeń. Jednostki to płachta na byka, tu inżyniera.
No dobra, oni mają w hydrologii takie wzory, że jak powierzchnia leja depresyjnego wynosi tyle, to objętość może wynosić tyle. Ale obwarowane współczynnikami. Czy profesor był aż tak przebiegły i wyrachowany, że w mediach mówił o 700 km2 powierzchni leja, a w myślach miał tajemną dla siebie wiedzę, że w takim razie trzeba ileś milionów m3 do napełnienia? A może był tak nieudaczny, że myślał, że to proste i że każdy, skoro zna powierzchnię i kształt paraboloidy lub krzywej logarytmicznej, to dla niego też jest oczywiste, że z tego wyniknie tyle milionów m3, "bo to oczywiste"? Skoro to oczywiste, to skąd te setki domów na bagnach? Ze źródeł wyżej podanych wynika, że chodziło raczej o zastraszenie możliwie dużą powierzchnią skażenia, a nawet kolega z tej samej katedry zażenowany tłumaczył, że ten lej jednak taki szeroki nie jest…

W ramach kompletnie amatorskiej zabawy, nie mając żadnego pojęcia o modelowaniu przestrzennym autor wyobraził sobie milion kosteczek 100x100x100, a następnie wyobraził sobie, że z każdej kosteczki do każdej innej może przesączać się woda. W zasadzie w trakcie zabawy wlał w siebie więcej piwa, niźli mogło przesączyć się wody przez te cyfrowe kosteczki. Wartość naukowa takiej "symulacji" jest szmaciana. Ale cel okazał się słuszny. Otóż, jak się potem okazało, czytając podane wyżej prace panów Haładusa i Kulmy autor dzięki temu jednak prawdopodobnie zrozumiał z nich więcej, niż aktywistki z kolektywu Siostry Rzeki.
Bo nawet dobierając współczynniki kompletnie z sufitu nie da się uruchomić modelu cyfrowego nie zastanowiwszy się nad podstawowymi wymogami. Przede wszystkim warunki brzegowe: boki są nieskończonym źródłem wody? Spąg i strop to samo – wszystko trzeba rozstrzygnąć z sensem nawet dla zabawy. Ściany szybu – nie mogą przepuszczać, więc parę setek kosteczek musi mieć zdefiniowane boki na zero przepływu z właściwej strony.
Ale nawet w tej kompletnie szmacianej zabawce nijak autor nie potrafił narysować w celach ilustracyjnych i poglądowych odpowiednio szerokiego u góry leja depresji inaczej, jak tylko dobierając niewiarygodnie wysokie wsp. filtracji (wsiąkania wody), na granicy stabilności modelu. A odpowiedź, w formie krzywej poziomu wody po wyłączeniu pomp na pewno nie jest paraboloidą. Mówiąc po ludzku, taki lej u dołu to szpilka, u góry to talerz.
Dobrze jest być przemądrzałym, jak się z góry zna wyniki obliczeń. Z góry wiadomo, że (pominąwszy objętość pustki wyrobisk 40 mln m3) reszta napełniania dowolnego magazynu wody, prądu, etc. musi przebiegać wg. krzywej typu 1-e(-t/T). Tylko, że oni w hydrologii, zamiast T mają "razy alfa". W tym "alfa" jest ukryty zarówno wsp. filtracji, jak miąższość warstwy wodonośnej i osławiony promień leja depresyjnego, a także wskaźnik nasycenia skał wodą.

Na rysunku powyżej na rympał, od tyłu, celowo spreparowano, czy też zmanipulowano taką krzywą napełniania, żeby po 3,5 roku osiągnąć 134,9 m. To i tak za wolno w stosunku do realnych osiągów w szybie Chrobry. Szkopuł w tym, że taką samą krzywą można uzyskać zarówno przy powierzchni leja 700 km2, jak i 400 km2. Wystarczy zmanipulować dowolną parę wskaźników z listy podanej powyżej. Oczywiście, te wskaźniki można zbadać dokładniej, ale w tym celu należy siedzieć w polu i badać wskaźniki, a nie siedzieć w Senacie
i protestować. Poza tym, jak piszą fachowcy, obszar krasowy i pogórniczy jest dziurawy, jak ser szwajcarski i łatwo się przejechać nawet przy dużej staranności. Generalnie autor manipulując (krzywą jednak, nie czytelnikiem) musiał dobierać ekstremalnie duże wskaźniki filtracji i niskie nasycenia. (Woda płynie łatwo przez dziury w krasie, a nie wsącza się w skały). Poza tym znane powinny być wskaźniki z modeli opisanych wyżej.
Generalnie tutaj warto polecić Dopływy wody do olkuskich kopalń rud cynku i ołowiu w ujęciu historycznym prof. J.Motyki, mgr inż. Z.Adamczyk, mgr inż. K.Juśko Przegląd górniczy UKD 622 553.44 622.93/94.
Dość ładnie tam jest przypomniane, że woda po powodzi 1997 dopłynęła w dół po zaledwie 2 miesiącach, a i po powodzi 2010 w ciągu roku na pewno już bruździła górnikom.
Z wszystkich tych informacji, prób własnych i ocen autorów zawodowych nijak nie wynikało, żeby ten lej był większy, a co za tym idzie czas napełniania może powinien być mniejszy.

Autor jest wielkim zwolennikiem stosowania osłony bilansowej wszędzie gdzie się da do dowolnych obliczeń,
patrz publikacja o LCOE.
Tutaj jednak trzeba mieć sporo wątpliwości. Hydrolodzy oczywiście swoją pracę wykonują możliwie rzetelnie, ale… magii liczb się nie przeskoczy. Wyliczenie pojemności magazynu przy zmiennych dopływach i odpływach jest zadaniem niezwykle kłopotliwym obliczeniowo, patrz przykładowo
tutaj
na rys. 3.26. Chodzi o to, że drobna zmiana współczynników na początku zadania rzuca ogonem w postaci milionowych liczb opisujących rozmiary magazynu. Dość powiedzieć, że poza skromnymi publikacjami autora innych w zasadzie nie ma - zieloni tkwią od 20 lat w przekonaniu, że wystarczy dokupić jeszcze kilka baterii 3-godzinnych i klimat będzie uratowany, tymczasem potrzeba magazynów o pojemności rzędu 15-30 dni, może nawet 60 dni.
50 lat, średni opad 700 mm/a, 400 km2, to daje
100 % - 14 000 mln m3 deszczówy
15 % - 2100 mln m3 spływ powierzchniowy
35 % - 4900 mln m3 odparowanie
50 % - 7000 mln m3 wsiąka do kopalni.
Od roku 1945 wszystkie kopalnie na pewno odpompowały ponad 8000 mln m3. Dwie największe za 50 lat ponad 6000 mln m3 – obie liczby na pewno zaniżone, bo autorowi nie chciało się liczyć ząbków na wykresie wynikających z opadów nawalnych – zostały mocno zlekceważone. Po prostu nie chciało się. Kto odważy się przy takich szacunkach, jak wyżej obliczyć objętość statyczną leja depresyjnego? Mowa o ocenie wielkości rzędu 0,5 mld m3, 1,0 mld m3, czy też 2,0 mld m3 w gąszczu liczb, jak wyżej. A wszystkie szacunki rozdziału na spływ, odparowanie i wsiąkanie "na oko".
Na dodatek licznik wewnątrz kopalni jest podbity recyrkulacją przez Białą Przemszę. Górnicy pompowali do góry, plum, plum, plum, a woda z rzeki do kopalni z powrotem bul, bul, bul. Hydrolodzy oszacowali te przecieki, ale powtarzam, kto podejmie się bilansu za 50 lat, zwłaszcza, gdy starsza część kopalni mogła być zatapiana wcześniej?
Natomiast wierzymy, że przepływ w Białej Przemszy na stacji Niwka spadł o 3 m/s w chwili wyłączenia pomp. To już jest na pewno dość daleko poza osłoną bilansową wokół obszaru kopalni. Zatem w stanie quasi stacjonarnym po wielu latach eksploatacji kopalni w/w przepływ może być przepływem napełniającym lej depresyjny.
Zakładając narzucony powyżej kształt krzywej napełniania i przyjmując prędkość napełniania jak wyżej, bez opadów powodziowych wyliczono wymagane mln m3 wody do uzupełnienia (podano na rysunku). Brakujące 5 m poziomu będzie wymagało jeszcze raz tyle wody (więcej, niż drugie 400 mln m3). Przyznajemy rację, tu już prędkość podnoszenia lustra wód gruntowych będzie niska. Ale czy to jakaś pociecha?
Czy ludzie mają się uratować odkopując historyczne sztolnie gwarków olkuskich? (Wariant nie najdroższy). Zachowując szacunek dla poszkodowanych autor z buta jednak zapyta, czy nie lepszy będzie wariant wyraźnie droższy, tj. wyprowadzenie ludzi z bagien? Bo jak odkopiemy sztolnie i osuszymy teren, to jeszcze więcej ludzi się pobuduje na terenach zalewowych i za 50 lat problem będzie jeszcze większy! Podobno wyprowadzenie ludzi z terenów zalewowych i oddanie tych ostatnich naturze to najważniejszy postulat hydrologów ekologów. Gdzie oni teraz są?
A co z naturą??
No trzeba nam trochę pozrzędzić. Najlepiej przechowuje się wodę w ziemi. Z jeziorek jednak woda odparowuje. Jednak, gdyby na terenie byłej kopalni piasku powstało to jeziorko, które nie powstało, to poziom wód gruntowych byłby o wyższy o 4 m. Bez niego teren piaskowni dalej jest drenowany, a woda na pewno nie jest magazynowana poniżej.
Nie doszło do tego. Czy oni wtedy już bali się podtopień? Skoro prawie do końca wydawano pozwolenia budowlane, to chyba nikt o tym myślał. Coś nam się zdaje, że budowa jeziorka wymagałaby przekwalifikowana terenów leśnych za odpowiednią opłatą, co chyba wyjaśnia najwięcej, czytaj tutaj.

Patrząc na suche koryto Sztoły musimy mieć świadomość, przez jaki teren płynęła, zobaczcie ten piach w głębi zdjęcia, to duża skarpa, tylko obiektyw skraca perspektywę.

Zdewastowany krajobraz postindustrialny byłej kopalni piasku w rzeczywistości nie jest taki straszny. Ten piach z przodu to wąska wycinka, ponieważ jest tam punkt widokowy i ławeczki. Faktem jest, że skarpa północna ogólnie jest suchsza i drzewka bardziej rachityczne, ponieważ to ona jest wystawiona na południowe słońce.

Jeziorko w kopalni Szczakowa. Żaden z pniaków po prawej nie nosi śladów cięcia piłą.

Kładka dowodzi, że ogólnie tam się błoto zdarza, choć ta wycieczka była w okresie długotrwałej suszy.

Aj, ząbki swędzą.

Niewiele tych meandrów jest, ale tu akurat jest ładnie. Dno kopalni piasku, sztuczny rów odwadniający, jeden z wielu.
Ale akurat w tym miejscu człowiek już nie miał pieniędzy na prostowanie rowu, więc zrobiło się naturalnie.

Co ma robić boberek, gdy ząbki swędzą? No trzeba gryźć. A ząbki swędzą, aj swędzą.

Kanał Główny, to bardzo ciekawa budowla. Jak wiadomo, nie podłączono do niego Sztoły i w górnym biegu jest suchy.
A drzewa i tak rosną, nawet na uszczelnionym betonie.

Ze względu na spadki zastosowano nawet odcinki z szykanami. Ogólnie ciekawie było: dreptając kilkanaście km samotnie po pustyni autor był przekonany, że zawsze było pod górę, zresztą z tej głębokiej na 30 m dziury naprawdę jakoś trzeba było się wykaraskać. A jednak tu było w dół.

Kanał główny od miejsca, gdzie doprowadzono kanały drenujące dno kopalni piasku ma się zupełnie dobrze.

Kanał główny przy połączeniu z ujściem z Sosiny ma już charakter przyzwoitej rzeki, gdyby nie było trochę za prosto – nie odróżnisz.
Żeby jednak nie chodzić po próżnicy przy okazji wykonano pracę naukową, co zgrabnie poniżej opiszemy.
Pomiar przepływu wody w kanałach drenujących dno kopalni piasku Jaworzno Szczakowa w rejonie Bukowna.
Streszczenie.
Wykonano pomiary przepływu wody w wybranych ciekach drenujących dno byłej kopalni piasku.
Wstęp i literatura
Rzeka Sztoła umarła. W związku z powyższym całe stado youtuberów dość ambitnie tapla się w resztówce wody dopływającej do Podpolis i poświęca sporo energii na mierzenie suwmiarką, czy też ta martwa Sztoła wydłużyła się, czy też skróciła o kilka mm, i czy też
przypadkiem się sama nie odbudowała.
30 m niżej i 545 m na południe znajdują się cieki drenujące dawną kopalnię piasku. I wydaje się, że cieszą się one znaczniej mniejszym zainteresowaniem gawiedzi. Autor co prawda zwiedzał je w dzień roboczy, ale faktem jest, że tylko nad jednym jeziorkiem był ojciec z małym dzieckiem, ale to było blisko Bukowna. I potem już nikt przez wiele godzin. W związku z powyższym badania autora w sferze forumowo blogowo hejterskiej są pionierskie, choć odnotowujemy, że już wcześniej ktoś na google map zamieścił zdjęcie bobrowiska.
Las jest nieco rachityczny i suchawy, ale jednak zarasta prawie w całości dno kopalni piasku, więc tak zupełnie bez wody by się mu to nie udało.
Materiały i metody badań
Wykorzystano sznurek, "colsztok" i zwykły zegarek ze wskazówkami. Ślepnący, starzejący się autor miał sporo zabawy taplając się w bystrej wodzie, dobrze, że ludzi było mało.
Trzeba się nieźle nakombinować, żeby mimo wszystko jakoś odwzorować przekrój dna strumyczka.
Dla pomiaru prędkości przepływu używano w miarę lekkich patyków, prawie słomek, aby szybko nabierały prędkości rzeczki.
Ciężka ta praca miała paskudny smak paprykarza szczecińskiego, którego autor nie lubi, ale zawsze jego smak kojarzy mu się przyjemnie z wakacjami – przecież nie można brać w ramach wałówy tylko szyneczki i kiełbasy, więc bardzo często autor doprawia wycieczki właśnie przeklętym i nieśmiertelnym paprykarzem szczecińskim.
Przy pomiarach 1 i 2 udało się znaleźć dość długi odcinek pomiarowy.
Przy pomiarze nr 3 wystąpił problem, ponieważ pomiar na odcinku 1 m wymagał odliczania rzędu 1,5-2,0 sek, więc dokładność takiego pomiaru jest szmaciana.
Wyniki i dyskusja.
Zbadano przepływ w trzech miejscach, jak
na mapce tutaj.
Jest to ujście jeziorka na południe od ul. Mostowej, wpływ do meandru na wschód od Borowskiej oraz wpływ wód z odwodnień kopalni piasku do kanału głównego.
Uzyskano kolejno przepływy:
- 0,179 m3/s (jeziorko),
- 0,191 m3/s (meander),
- 0,437 m3/s (wlot do kanału głównego).
Trzeci pomiar jest najmniej wiarygodny, choć rzeczywiście powinien być większy o przepływy z dwóch kolejnych kanałów odwadniających.
Podsumowanie.
Pomimo, że autor na wycieczkach nosi naprzemiennie buciory i sandały – odciski się porobiły.
Praca autora wniosła istotny wkład w rozwój nauki dowodząc, że niepotrzebne prace naukowe są potrzebne.
Nasz instytut dowiódł, że posiada dostatecznie dobre sznurki i patyki naukowe, więc może jak najbardziej prowadzić przedmiotowe prace naukowe i jest celowym, aby przeznaczyć na to większe granty badawcze pieniądze dajcie mi.

Jak się wlezie do wody i widać stopy, to z czystością wody nie jest źle.
Na odbudowie natury w terenach poprzemysłowych można by odwalić niezłą habilitację. Tylko trzeba odkleić się do Sztoły, z której nic nie będzie i zainteresować miejscami, gdzie ta woda musi wypływać, albowiem powszechnie wiadomo, że w przyrodzie nic nie ginie, tylko zmienia … kwalifikację prawną.
W publikacji pod adresem tutaj szacują przepływy u ujścia Sztoły na 1,0-1,4 m3/s w okresie, kiedy kopalnie już się rozpędzały, ale jeszcze nie było tych największych i podają, że właściwie już od roku 1548 była ona dosilana wodą z kopalni, a nawet nazwę "Czartoria" przemieniono na "Stolla" odwołując się do niemieckiej sztolni górniczej.
Dodajemy, że pomiar autorski nie obejmował wszystkich dopływów, był wykonany tylko w górnym biegu i nie obejmował dopływów od północnej strony linii kolejowej i był wykonany w okresie, powtórzmy, długotrwałej szuszy i nie dokonanej do pełna odbudowy poziomu wody w leju depresyjnym. Odnalezienie z przymrużeniem oka 0,4 m3/s z dawnych 1,0 m3/s należy więc uznać za wynik optymistyczny, pomimo morza sarkazmów i pretensji wylanych powyżej.
Bardzo optymistyczny. Wg.wikipedii powierzchnia zlewni Sztoły 31,4 km2. Opad 700 mm/a daje nam średnio 0,69 m3/s. Biorąc pod uwagę proporcje jak wyżej, zakładające spływ powierzchniowy 15 % wody, w Sztole bez ingerencji górnika powinno być 0,10 m3/s. Co prawda mylimy się w tym szacunku sporo w stosunku do relacji poprzedniej, ale nijak nie wychodzi, żeby bez ingerencji górnika starożytni małopolanie uprawiali rafting na Sztole w obu przypadkach. To była sztuczna rzeka utrzymywana przy życiu pompami elektrycznymi na prąd z węgla.
Trochę ciężko na sercu, że podjęliśmy polemikę z ekologami z ich śmiesznym problemem Sztoły, gdy ludziom toną domy, ale cóż - taka w mediach była skala problemów wtedy i odpryski tamtego nurtu dalej latają po internetowych forach, jakby to było najważniejsze, więc ulegliśmy i się dostosowaliśmy. Grzegorz Kwiecień 09.05.2026
Uzupełniamy o cenny opis wód rejonu olkuskiego pod adresem tutaj. Jak podają autorzy, przed połączeniem ze sztolnią Południową, przepływ Sztoły wynosił 0,417 m3/s (ok. 25 m3/min - 1963 r.). Doprawdy, trudno oczekiwać, że ten mikro ciek miałby w sposób naturalny osiągnąć przepływ całej Białej Przemszy. Ta rzeka naturalnie była mała i taką ilość wody na pewno odnajdujemy w jej otoczeniu, choć ona sama już nie żyje. Grzegorz Kwiecień 14.05.2026